T:RAF - Twój: Rozwój, Aktywność, Forma

Dofinansowanie z Unii Europejskiej

Projekt współfinansowany
ze środków Unii Europejskiej
w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego
Kapitał Ludzki Narodowa Strategia Spójności
Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich
Unia Europejska Europejski Fundusz Społeczny
NiedobczyceNiewiadomNiedobczyceNiewiadomNiedobczyceNiedobczyce - Niewiadom
Jesteś tutaj: Strona główna » 7 pytań na 7 dni

Tatuaż. Moja pasja - Grzegorz Prykas (30 stycznia 2017)

Grzegorz Prykas w trakcie wykoywania tatuażu na plecach klientaGrzegorz Prykas w trakcie wykoywania tatuażu na plecach klienta

Tatuażem naprawdę zająłem się w 1995 roku. Pierwsze swoje prace robiłem w Domu Kultury w Niedobczycach w pracowni plastycznej, gdzie byłem instruktorem rzeźbiarstwa. Po zajęciach, po cichu, wykonywałem je na kolegach i znajomych. Oczywiście sprzętem własnej roboty...

Mirosław Górka: Zacznijmy do początku... Kiedy w Twojej głowie narodził się pomysł na robienie tatuaży?
Grzegorz Prykas: Mojego pierwszego kontaktu z tatuażem nie wspominam zbyt dobrze. Było to w 1992 roku, kiedy znajomy chciał sobie wydziarać mały motyw wzorowany na tatuażu wokalisty Depeche Mode - Dave'a Gahana i poprosił mnie o wykonanie tatuażu. Wytłumaczył mi, co i jak mam zrobić, a ja dwa dni siedziałem na osiedlowej ławce i „dłubałem” igłą do szycia swój pierwszy tatuaż. Jak wspomniałem wcześniej, nie było to miłe doświadczenie. Potem zarzekałem się, że nie chcę się tym zajmować, skoro tak to ma wyglądać. Brak jakiegokolwiek doświadczenia, długi czas powstawania tatuażu i sama metoda zniechęciły mnie. Wtedy wydawało mi się, że nie pójdę tą drogą.


MG: Zastanawia mnie, gdzie i na kim szlifowałeś kunszt ozdabiania ludzkiego ciała? Pytam, bo ponad 20 lat temu studia tatuażu można było policzyć na palcach jednej ręki, a podstawowym sprzętem był przerobiony długopis...
GP: Tatuażem naprawdę zająłem się w 1995 roku. Pierwsze swoje prace robiłem w Domu Kultury w Niedobczycach w pracowni plastycznej gdzie byłem instruktorem rzeźbiarstwa. Po zajęciach, po cichu, wykonywałem je na kolegach i znajomych. Oczywiście sprzętem własnej roboty. Tak jak mówiłeś: maszynka zrobiona z rosyjskiej maszynki do golenia, wkładu długopisowego oraz igły do szycia przylutowanej do struny. Tak właśnie wyglądała moja pierwsza maszynka. Największym plusem było to, że już wtedy stawiałem nacisk na higienę i sprzęt ten był jednorazowy i sterylny.
W osiągnięciu celu pomogło mi moje samozaparcie i wiara w to, co robię. Najpierw igła do szycia, później maszynka własnej produkcji. W latach 90’ w Polsce nie można było kupić łatwo sprzętu do tatuowania i wszystko kosztowało 1000% więcej niż na zachodzie Europy (a granicy państwa tak łatwo nie można było przekraczać jak teraz). Na swój pierwszy profesjonalny mini zestaw do tatuowania w 1996r zaciągnąłem kredyt w banku 5000zł to w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze jakieś 18000zł, bo wtedy pracowałem na dole kopalni zarabiając 800-900zł, czyli jakieś 6 moich wypłat, teraz to samo można kupić za kilka tysięcy.
Gdy zrobiłem swój pierwszy tatuaż tym nowym sprzętem to wyglądał jeszcze gorzej niż własnej produkcji, nieprofesjonalnym. Powiem szczerze, że nie było lekko, do wszystkiego, co umiem, dochodziłem sam ciężką pracą. Nie miałem żadnego nauczyciela, czy mentora, nie było internatu, czasopism branżowych itp. Patrząc teraz z perspektywy czasu, na moich współpracowników (uczniów), oni dostają na wstępie wiedzę, na którą ja pracowałem prawie 15 lat. Zastanawiam się jak wyglądałyby moje prace dzisiaj, jeżeli na starcie miałbym te możliwości, co oni teraz.

MG: Właśnie... masz wielu klientów, którzy skuszeni ceną, zrobili sobie domowy tatuaż i dzisiaj wstydzą się chodzić na basen?
GP: Tak jest ich wielu i jest z tym problem, bo mało, kto chce lub umie to zakryć innym wzorem. Ja natomiast bardzo lubię robić cover up-y to jest jak wyzwanie. Moim zdaniem to najbardziej kreatywna i najtrudniejsza rzecz w branży. Tutaj trzeba się naprawdę nagimnastykować umysłem by wykorzystać w pełni stary tatuaż, jako podstawę nowego. Można zobaczyć to w mojej galerii, bo naprawdę zrobiłem ich wiele.


MG: Bywasz na stadionie Górnika, więc zapytam - z przymrużeniem oka - miałeś klientów, którzy chcieli tatuaż z herbem Niebieskich lub Legii? Nie swędziały Cię palce, aby namalować im herb zabrzańskiej jedenastki ?
GP: (śmiech) Powiem szczerze, że jestem ponad tymi wszystkimi podziałami i nie wkręcam się w to negatywnie, jak to czasami bywa na boisku czy ulicy. Zdarzało się w studio, że na trzech stanowiskach tatuowali się: fan Zabrza, Chorzowa, Legii i jakoś przeżyli, chociaż niechętnie patrzyli jeden na drugiego.Ja natomiast aktualnie jestem kibicem tylko mojego 14-to letniego syna Salvadora, który gra w Krakowie w Szkole Mistrzostwa Sportowego, gdzie uczęszczał Błaszczykowski czy Kapustka. To właśnie syna wspieram z całego serca.


MG: W ogóle, jakie wzory są dzisiaj najbardziej popularne? Czy, jako doświadczony tatuator, dostrzegasz czasowe fascynacje i mody? Co było popularne 20 lat temu,  a co dzisiaj?
GP: Oczywiście, że w branży jest jakaś czasowa fascynacja i moda w latach 90’ były to trybale. Teraz zaś robi się wiele mandali, realistycznych portretów i wiele innych. Napisy czy imiona zawsze były i będą popularne w tej branży.
Wiesz. Ja tak naprawdę robię swoje rzeczy, przeważnie duże prace, rękawki czy całe plecy, które wykonuję na klika sesji. One podlegają tylko jednej modzie, która zwie się MODĄ TATUAŻU (śmiech).

MG: Przyznaj się, ile zdobyłeś nagród i wyróżnień na konwentach? Które jest dla Ciebie najcenniejsze?

GP: Na początku mojej działalności czułem dużą potrzebę pokazywania się w branży, bywałem na wielu konwentach tatuażu w kraju i za granicą, na których otrzymałem dziesiątki nagród i wyróżnień, z których część do teraz leży na strychu (śmiech). Pytałeś która nagroda jest najcenniejsza. Powiem, że prace mojego autorstwa można spotkać na „ludzkich skórach” na całym świecie i to jest dla mnie największą nagrodą.


MG: Pochodzisz z Niedobczyc, więc ostatnie pytanie będzie dotyczyło tego miejsca... Jak wspominasz dzieciństwo, co szczególnie utkwiło w głowie? Dalej pałasz miłością do Rymera?
GP: Nie mieszkam na Rymerze już około 20lat, ale sentymentalnie zawsze będę tam wracał, lubię czasami przejechać się samochodem po starej dzielnicy i zobaczyć jak zmienia się to miejsce. Wspominam dzieciństwo bardzo często, bo moje dzieciaki uwielbiają historie, które czasami opowiadam im na dobranoc. To było inne życie i inny świat, taki beztroski często nieodpowiedzialny, głupi i bezkarny, ale zarazem bardzo kreatywny i twórczy. Te czasy już nigdy nie wrócą a nowe pokolenia tego nigdy nie zrozumieją, bo ich świat z dzieciństwa jest inny niż był nasz. Oni mają wszystko i zarazem nic a my nic nie mieliśmy a zarazem wszystko. Ech to mi się powiedziało (śmiech).Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

 

Grzegorz Prykas - pochodzi z Niedobczyc, właściciel studia tatuażu Prykas, które działa nieprzerwanie od 1998 roku, będąc tym samym jednym z najstarszych salonów tatuażu w Polsce.



Newsletter

Zapisz się do newslettera, a prześlemy Ci najnowsze informacje o projekcie!

 

 

Newsletter

Kontakt

Ośrodek Pomocy Społecznej

44-200 Rybnik

ul. Żużlowa 25

tel. +48 32 422 11 11 w. 35

Mirosław Górka - koordynator

e-mail:koordynatorops@trafrybnik.pl

biuro projektu:

e-mail:biuroops@trafrybnik.pl

Program UE

  • Kapitał Ludzki Narodowa Strategia Spójności
  • Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich
  • Unia Europejska Europejski Fundusz Społeczny

Strona Internetowa Bez Barier
Serwis spełnia wytyczne dostępności WAI:AA (WCAG 1.0 Priority 2) oraz Section 508